Mit 2 – pracownik NGO to nie myśliwiec wielozadaniowy

Photo credit: HooLengSiong / iW / CC BY-NC-SA

Pracownik NGO musi mieć jasne zasady oraz optymalne warunki pracy. Począwszy od obowiązków, zasad jej rozliczania, narzędzi, skończywszy na wynagrodzeniu. Nie jest i nie będzie myśliwcem wielozadaniowym – maszyną, którą wystarczy odpowiednio zaprogramować oraz przystosować do wykonywania różnych zadań.

Multirole combat aircraft

To nic innego jako określenie w międzynarodowej nomenklaturze wojskowej wielozadaniowego samolotu bojowego – chociażby służących w naszym lotnictwie ‘efów szesnastych’. Jak w praktyce wygląda działanie takich maszyn? Podwieszamy pod skrzydła rakiety powietrze-powietrze i wysyłamy samolot by walczył z innymi statkami powietrznymi. Gdy drony, szturmowce oraz myśliwce wroga leżą na ziemi w dymiących częściach, podczepiamy do naszej wunderwaffe kierowane laserem bomby, zasobniki kasetowe i wysyłamy samolot nad pole walki by niszczył z chirurgiczną precyzja wrogie stanowiska, czołgi, lotniska, czy zabijał żołnierzy. Po takiej akcji montujemy sprzęt do walki elektronicznej by nasz samolot podkradł się możliwie jak najbliżej wrogiej fregaty w odpowiednim momencie robiąc jej wielki bum rakietą.

Multirole combat aircraft  w NGO

Teraz przenieśmy powyższe do realiów organizacji pozarządowych:

Księgowa: Często prócz rozliczania pieniędzy organizacji jest również sekretarką, asystentką zarządu i szefową biura.

Pracownik oddelegowany do obsługi projektu: Prócz dbania o sam projekt, jego przebieg i wyniki musi zapewnić wszystkie narzędzia potrzebne do jego przeprowadzenia. Wszystkie. Oczywiście zawsze może pojawić się pożar skutkujący rzuceniem hasła „wszystkie ręce na pokład” oraz potrzebą pozostawienia dotychczasowych obowiązków.

Wolontariusz: Dobrze, że jest z nami od pół roku i nie trzeba mu płacić. Zawsze można mu powiedzieć jak bardzo jest ważny i jak bardzo powinien się cieszyć, że może przyczyniać się do wykonywania naszej Misji. Raz przenosi pudła, raz dba o Facebooka, innym razem pilnuje podopiecznych, a jeszcze innym czyści ekspres.

Fundraiser: Ten darmozjad niech się lepiej zajmie robotą. Miał przynieść tyle pieniędzy. Właśnie mija drugi miesiąc jego pracy, niczego jeszcze nie przyniósł, tylko domaga się jakiś baz danych, wizytówek i wypłaty. Niech zacznie robić nową stronę internetową, grafiki, a na końcu niech pomoże pani Bożence układać segregatory.

Prezes: zabiega o sponsorów, kieruje wszystkim i wszystkiego pilnuje, jest twarzą organizacji, jej mózgiem, sercem i ramionami.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą

Oczywiście można powyższe słowa traktować jako niewinną ironię, przerysowanie rzeczywistości. Kto tak uzna, z pewnością nie ma doświadczenia pracy w NGOs. Niestety, tylko kilka procent rodzimych organizacji jest zarządzanych w sposób profesjonalny gdzie liczą się efekty, skuteczność oraz gdzie jest przede wszystkim plan działania.

Co robić?

Organizacja pozarządowa ma działać jak firma. Bez względu czy pracujemy w niej 40 godzin tygodniowo, czy zajmujemy się nią po godzinach pracy zawodowej, musimy działać profesjonalnie – pracownik ma pewien zakres obowiązków, którego musi się trzymać, i w którym musi się rozwijać. Jest z nich rozliczany odpowiadając za nie. Mimo, że żyjemy w czasach gdy praca opiera się w większym stopniu na wiedzy, a nie umiejętnościach, to jej efektywność dalej zależy od podziału obowiązków i zapewnieniu odpowiednich narzędzi.

Po drugie: mierzymy siły na zamiary. Brzmi banalnie, ale wymaganie od pracownika kompleksowej obsługi projektu za 1300 złotych netto jest żałosne. Nie dość, że płaci się mu marnie, to jeszcze obarcza olbrzymią odpowiedzialnością. Tak, to było brutalne, ale co lepiej zrobić: upchać siano z pięciohektarowego pola do małej szopy, patrzeć jak ona trzeszczy, a wystające z okien, ściśnięte siano gnije, czy wybudować większą szopę? Gdy moce przerobowe organizacji zaczynają słabnąć, należy za wszelka próbę podjąć się działań zmierzających do jej rozwoju nawet kosztem ograniczenia wykonywanej misji. Roczny przestój skutkujący późniejszym, szybszym progresem jest lepszy niż pięcioletnia stagnacja.

„Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”

Pracownik NGO musi mieć jasne zasady oraz optymalne warunki pracy. Nie jest i nie będzie myśliwcem wielozadaniowym – maszyną, która wystarczy odpowiednio zaprogramować oraz przystosować do wykonywania różnych zadań. Obarczając go wieloma różnymi obowiązkami nie tylko obniża się jego efektywność, ale też zniechęca do pracy. Angażując się w działania trzeba przede wszystkim mierzyć siły na zamiary, przygotować dokładny plan działania, by w końcu odpowiedzialnie przydzielać obowiązki.

Na koniec krótka anegdota: Kto pamięta reklamę wybielacza Ace sprzed dwudziestu lat? Co mówiła dziarska babcia grająca w niej? „Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Dlatego obecnie jest tyle rodzajów Vanisha – produktu, który w założeniu miał występować w jednej uniwersalnej wersji. Amen.

 

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu Szkolenia NGO.

avatar

Mateusz Matlak

pomaga ludziom czynu zbierać pieniądze na dobre cele. Zarządza działem szkoleń Gnyszka Fundraising Advisors przygotowując najlepsze rozwiązania organizacjom pozarządowym chcącym rozwijać się fundraisingowo.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *